Przez tjk | 22/06/2022 - 20:02
Średnia: 5 (1 vote)

AUDIOBOOK

» Więcej audiobooków

   Większość liczących się na świecie współczesnych odkryć i wynalazków powstała w wyniku zespołowej pracy umysłów. Epoka wielkich samotników, którzy w zaciszu swoich pracowni tworzyli doniosłe teorie lub dokonywali przełomowych odkryć nie minęła bezpowrotnie, zawsze jest dla nich miejsce, ale dziś podstawą nauki jest zorganizowana praca zespołowa. Takie podejście do nauki nie jest czymś nowym, znamy wiele przypadków, gdy badacze z własnej woli nawiązywali współpracę, a okazją ku temu były różne "towarzystwa naukowe".


   Jednak, mimo wciąż doskonalonej organizacji prac badawczych, pierwotnym źródłem postępu nauki są zdolności twórcze jednostki. Inaczej mówiąc: siłą twórczą zespołu są zdolności twórcze jego poszczególnych członków.

   Oczywiście można rozwiązywać problemy samodzielnie. Jeśli znamy cel, który chcemy osiągnąć - taki rodzaj zadań występuje najczęściej - to wystarczy wybrać samemu drogę rozumowania, dającą szansę, a nawet pewność, że do niego dojdziemy. Jednak taka praca wymaga wielkiego obiektywizmu i krytycyzmu wobec własnych pomysłów. Czy jesteśmy w stanie spełnić te kryteria? No, cóż... Tu trzeba samemu sobie odpowiedzieć.

   Prawdopodobieństwo osiągnięcia celu rośnie wraz z ilością dróg prowadzących do niego. Pracując zespołowo łatwiej o obiektywizm, jak również o ilość pomysłów. To jest główna zaleta wspólnego, twórczego myślenia.

   Jak liczny powinien być zespół? Na to nie ma uniwersalnej odpowiedzi. To zależy od ludzi, którzy mają ze sobą współpracować i od zadań jakie mają wykonać. Współpraca Marii Skłodowskiej i Piotra Curie może być przykładem, że nawet dwuosobowe zespoły mogą osiągnąć wspaniałe wyniki. Znane są także zespoły składające się nawet z dwustu osób.

   Jeśli chcemy, by myślenie twórcze w zespole było efektywne musimy przestrzegać pewnych zasad. Przede wszystkim grupa musi powstać na zasadzie wzajemnego doboru partnerów. Nie zdają egzaminu zespoły dobrane drogą służbowych poleceń. Jednym z ważniejszych warunków jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa psychicznego członków grupy. Chodzi o to, że często najlepszym pomysłem jest ten uważany początkowo za nierealny, niepoważny, a nawet głupi. Szukający rozwiązania nie powinni się bać zgłaszania takich idei. Nie mogą mieć obaw, że się ośmieszą, lub skompromitują. Starajmy się stworzyć atmosferę szczerości, szczególnie przy ocenie pomysłów kolegów. Taką atmosferę można osiągnąć przez swobodę doboru partnerów, którzy mają do siebie zaufanie i akceptują się wzajemnie.

   Dobrze jest mieć w zespole tak zwane "świeże oko", czyli kogoś, kto potrafi spojrzeć na problem inaczej niż zwykle do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Stąd uzasadnionym może być stworzenie zespołu interdyscyplinarnego, to znaczy takiego, w którego skład wchodzą ludzie, którzy pracują w różnych zawodach i z określonym problemem niewiele mają do czynienia na co dzień.

   Jeśli chodzi o technikę pracy, to każdy zespół powinien wypracować ją samodzielnie. Pamiętać jednak należy, że chodzi o wspólne analizowanie pomysłów rodzących się w pojedynczych głowach. Myślę również, że nie można dopuszczać do antagonizowania członków w grupie, bo źle jest, jeśli jej część czuje się zmuszona do pracy nad czymś, czego nie akceptuje.


  Jedną z metod zespołowego myślenia jest

"burza mózgów".

   W czasie, gdy jesteśmy zarzucani całymi stertami, lepszych lub gorszych, poradników "co, z czym, kiedy i jak", przyjęło się nazywać tym określeniem byle zebranie. Tymczasem „burza mózgów” kieruje się pewnymi zasadami, które już wypracowano. Zanim postaram się je streścić - słów parę o samej metodzie.
   Otóż, w 1938 roku amerykański psycholog Alex F. Osborn wprowadził nowy rozdział zajęć grupowych, mających pobudzić twórcze myślenie. Wyszedł on z założenia, że są ludzie, których umysły są nastawione bardziej na tworzenie pomysłów i są tacy, którzy bardziej skłonni są do analizy tych pomysłów, niż do ich generowania. Osborn postanowił rozdzielić te funkcje – jedna grupa niech wytwarza pomysły na rozwiązanie postawionego zadania; druga – niech je tylko analizuje. Metoda sama w sobie nie była nowa, psycholog sam przyznał, że "ściągnął" ją z... hinduskiej literatury religijnej.

   Ten sposób myślenia nazwany przez uczestników "brainstorming", czyli "burzą mózgów", przyjął się tak szybko w różnych dziedzinach życia, że niektórzy zaczęli go traktować jako panaceum. Oczywiście nie wszędzie się przydaje, niemniej faktem jest, że od lat pięćdziesiątych wiele koncernów na świecie wprowadziło tą metodę do codziennej praktyki.

   Na czym więc ona polega? Otóż, wybrane osoby zaprasza się na spotkanie, gdzie przedstawia się określony problem. Ważne jest, by każdy z uczestników dobrze ten problem zrozumiał. Następnie prowadzący prosi by zgłaszać pomysły jak ten problem rozwiązać. Wszystkie pomysły się odnotowuje, nawet te, które wydają się być nieprawdopodobne, nierealne, śmieszne, a nawet głupie. Wszystkie! W zasadzie pierwszeństwo powinny mieć te pomysły, które są rozwinięciem poprzednich.

   Organizując "burzę mózgów" pamiętajmy o kilku podstawowych zasadach:
   - nie ocenia się krytycznie żadnego pomysłu, a jedynie je gromadzi, ocena odbywa się w innym gronie, na innym spotkaniu,
   - pożądana jest swoboda wyobraźni uczestników, im bardziej pomysł wydaje się absurdalny, tym bardziej może okazać się wartościowszy ( łatwiej zniszczyć każdy pomysł w zarodku, niż go rozwinąć ),
   - im więcej nagromadzimy pomysłów tym lepiej, będzie z czego wybierać,
   - postarajmy się tak prowadzić "burzę", by zachęcić do rozwijania pomysłów już zgłoszonych.

   Ilość osób uczestniczących jest mniej ważna. Zależy od rodzaju problemu i od ludzi biorących udział.

   "Burza mózgów" poszukuje rozwiązania bezsystemowo, chaotycznie, ale tą wadę równoważy ilością pomysłów. I zazwyczaj przynosi efekt.

   Osborn przytacza jak to w pewnym przedsiębiorstwie chemicznym w Pensylwanii zorganizowano "burzę mózgów" poświęconą szukaniu możliwości zaoszczędzenia na podatkach. W sześć minut zgłoszono 87 pomysłów, z których wybrano dwa. Dzięki nim zaoszczędzono 24 tysiące dolarów ( biorąc pod uwagę lata czterdzieste XX wieku, jest to suma niemała ).

   Metoda jest przydatna szczególnie przy projektowaniu kampanii reklamowej, usprawnieniu organizacji przedsiębiorstwa, sieci handlu, itp. Dobra jest tam, gdzie znamy jasno cel, który chcemy osiągnąć.

   "Myślenie razem" sprzyja twórczemu rozwiązywaniu problemów, katalizuje pomysły i urealnia je. Właśnie dzięki niemu możliwy był tak szybki postęp w wielu dziedzinach życia. Jak widać stare przysłowie "co dwie głowy - to nie jedna", potwierdza się do dzisiaj.