GDZIEŚ TAM... - Strona 6 z 18

Oceń opowiadanie: 
Średnia: 3.6 (104 głosujących)


   No, jeśli zniknęła droina, mógł się tego spodziewać, ale jak się okazuje nie był na to przygotowany. Kątem oka zauważył jak Oswald obserwuje go uważnie, więc zrobił mniej więcej refleksyjną minę i rzekł z głupia frant:
   - Nic nie jest wieczne.
   Ta skądinąd smutna wiadomość niosła też dobre informacje. Mogło to oznaczać, że o droinie, wbrew wcześniejszym podejrzeniom, nikt nic nie wie. Ale dlaczego sprawą martwej tancerki zajmuje się federalny?
   - Tak. Pozostaje kwestia czy się samemu odchodzi, czy z pomocą. W tym przypadku nie ma wątpliwości i coś mi mówi, że pan coś o tym wie. Proszę więc mi opowiedzieć o waszej krótkiej znajomości.
   - A cóż ja mogę powiedzieć? - przeciągał jeszcze, choć już wiedział, że w większości powie prawdę. Po pierwsze, jeśli go w jakiś sposób powiązali z Doną, to już coś niecoś wiedzieli i kłamstwo szybko by wyszło na wierzch. Po drugie mówiąc prawdę zmniejszał czujność federalnego i prędzej mogłoby mu się wymknąć coś w temacie.
   - Najlepiej wszystko od początku.
   - I najlepiej do końca. Dobra, dobra, już mówię. - szybko dorzucił widząc irytację mogącą doprowadzić do zatrzymania , na co nie mógł sobie pozwolić - Mówisz pan Dona, tak? Ano niech będzie, tak się z nią zaprzyjaźniłem, że nawet imienia nie byłem pewien.
   - Yhy. To znaczy, że się jednak znaliście?
   - Obawiam się, że to zbyt dużo powiedziane. Poznałem ją dwa dni temu i znałem parę godzin. Po pokazie, gdy zeszła ze sceny, przyszła na salę i tak się jakoś złożyło, że po jakimś czasie bawiliśmy się razem. - przerwał, skinął na przysłuchującego się barmana i palcem wskazał na pustą szklaneczkę.
   - Yhy, się złożyło. A potem grzecznie poszedł pan do domciu i lulu, ta?- i znowu coś zapisał w tym swoim kajeciku.
   - No, nie, skądże znowu. Jak się bawić to się bawić. - puścił oko do barmana - Do domciu tak, ale nie żeby tak zaraz lulu. - przerwał znowu i pociągając wolno ze szklaneczki kątem oka obserwował twarz Oswalda.
   Ten stukając odwróconym ołówkiem w notes mruknął:
   - Więc ostatni raz widział ją pan przy śniadaniu?
   - No, niedokładnie. - teraz będzie ten kawałek nie do końca zgodny z prawdą - pomyślał - zobaczymy czy coś jednak wiesz.
   - A co dla pana oznacza - niedokładnie?
   - Mniej więcej tyle, że zanim dotarliśmy do domciu ktoś mi tak przywalił w głowę, że powinien pan uważać za cud naszą dzisiejszą rozmowę.
   - To znaczy?
   - Och, to znaczy, że straciłem przytomność, dziewczynę i romantyczną noc, tak przypuszczam.
   - Yhy.
   - Tak, yhy. - ten facet najwyraźniej coś miał z tym yhy. Sprawa dla psychoanalityka, yhy.
   Oswald zadumany oglądał przez jakiś czas sufit, potem przeniósł wzrok na podłogę i znów na sufit.
   - Ciekawe - mruknął.
   - O tyle o ile ból głowy może być ciekawy.
   Federalny spojrzał na niego trochę jakby rozkojarzony.
   - Ból głowy nie, ale te lustra tak. - i znowu podniósł wzrok na sufit, a za chwilę opuścił na podłogę. Barman i Mateusz, cokolwiek ogłupiali, jak zahipnotyzowani podążyli za wzrokiem porucznika, co i tak im nic nie dało, bo miny dalej mieli niezamądre. - takie proste, a ile efektów, ile widoków tej samej rzeczywistości. Na razie tyle. Muszę panów prosić o nie opuszczanie Miasta i ? i w zasadzie tyle. Byli panowie bardzo pomocni. Do zobaczenia.
   Oswald wstał i zostawiwszy zdezorientowanych przy barze, ruszył do wyjścia. Już przy samych drzwiach zatrzymał się, spojrzał w górę, w dół.
   - Yhy, ciekawe.- mruknął właściwie do siebie i podnosząc dłoń wysoko ponad głowę w geście pozdrowienia obrócił się i wyszedł.
   Co za typ, cholera by go. Spojrzał na barmana, który spoglądając w sufit wyglądał jakby na ciężkim kacu próbował zrozumieć wykład o rozszerzonej teorii względności. Przynajmniej nie jestem sam - pomyślał - i jakby mu troszkę ulżyło. Spojrzał na lustra na suficie, w których zobaczył odbicie lustra z podłogi, w którym zobaczył odbicie sufitu, w którym?
   Dość, taki cholerny cud był w co trzecim lokalu tego typu. Ten federalniak zakręcił nimi jak chciał. A taki był śmieszny, taki pretensjonalny, taki książkowy staroć, taki, taki?
   Dość, o to mu chodziło, spokój, przecież nic się stało. Najdziwniejsze w nim było to, że kogoś przypominał, gdzieś w zakamarku głowy kołatała się myśl, że zna tą postać. Ten gest dłonią na pożegnanie był taki znajomy, ale za cholerę nie mógł sobie przypomnieć.
   Wziął jeszcze jedną szklaneczkę whisky i usiadł przy stoliku. Nie wiadomo skąd pojawił się kelner, dzień cudów - przemknęło mu przez głowę. Coś zamówił, nawet nie wiedział co. Już sam nie wiedział co jest przyczyną tego roztargnienia. Może to alkohol, a może ten cały Oswald, a może, po prostu, nie wie co teraz zrobić - jedyny punkt zaczepienia jest już martwym punktem. Co teraz!?

Komentarze

raczej slabe 3 nie wiecej

no, niestety trójka ... naciągana, sorry

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Allows breaking the content into pages by manually inserting <!--pagebreak--> placeholder or automatic page break by character or word limit, it depends on your settings below. Note: this will work only for CCK fields except for comment entity CCK fields.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA