Skróty:     Ankiety   |  Artykuły   |  Artykuły - ranking   |  Autorzy   |  Bajeczki   |  Blogi   |  Blogi - ranking   |  Fraszki   |  Galerie   |  Jak to zrobić   |  Kulinaria   |  Lepieje   |  Limeryki   |  Newsletter   |  Ogłoszenia   |  Opowiadania   |  Opowieść w odcinkach   |  Piosenki   |  Porady   |  Reportaże   |  Skrypty   |  Tabele   |  Tabulatury   |  Wiersze - ranking   |  Zdrowie   |  Redakcja - kontakt   |  RSS   |  Skorowidz

GDZIEŚ TAM... - Strona 6 z 18


   No, jeśli zniknęła droina, mógł się tego spodziewać, ale jak się okazuje nie był na to przygotowany. Kątem oka zauważył jak Oswald obserwuje go uważnie, więc zrobił mniej więcej refleksyjną minę i rzekł z głupia frant:
   - Nic nie jest wieczne.
   Ta skądinąd smutna wiadomość niosła też dobre informacje. Mogło to oznaczać, że o droinie, wbrew wcześniejszym podejrzeniom, nikt nic nie wie. Ale dlaczego sprawą martwej tancerki zajmuje się federalny?
   - Tak. Pozostaje kwestia czy się samemu odchodzi, czy z pomocą. W tym przypadku nie ma wątpliwości i coś mi mówi, że pan coś o tym wie. Proszę więc mi opowiedzieć o waszej krótkiej znajomości.
   - A cóż ja mogę powiedzieć? - przeciągał jeszcze, choć już wiedział, że w większości powie prawdę. Po pierwsze, jeśli go w jakiś sposób powiązali z Doną, to już coś niecoś wiedzieli i kłamstwo szybko by wyszło na wierzch. Po drugie mówiąc prawdę zmniejszał czujność federalnego i prędzej mogłoby mu się wymknąć coś w temacie.
   - Najlepiej wszystko od początku.
   - I najlepiej do końca. Dobra, dobra, już mówię. - szybko dorzucił widząc irytację mogącą doprowadzić do zatrzymania , na co nie mógł sobie pozwolić - Mówisz pan Dona, tak? Ano niech będzie, tak się z nią zaprzyjaźniłem, że nawet imienia nie byłem pewien.
   - Yhy. To znaczy, że się jednak znaliście?
   - Obawiam się, że to zbyt dużo powiedziane. Poznałem ją dwa dni temu i znałem parę godzin. Po pokazie, gdy zeszła ze sceny, przyszła na salę i tak się jakoś złożyło, że po jakimś czasie bawiliśmy się razem. - przerwał, skinął na przysłuchującego się barmana i palcem wskazał na pustą szklaneczkę.
   - Yhy, się złożyło. A potem grzecznie poszedł pan do domciu i lulu, ta?- i znowu coś zapisał w tym swoim kajeciku.
   - No, nie, skądże znowu. Jak się bawić to się bawić. - puścił oko do barmana - Do domciu tak, ale nie żeby tak zaraz lulu. - przerwał znowu i pociągając wolno ze szklaneczki kątem oka obserwował twarz Oswalda.
   Ten stukając odwróconym ołówkiem w notes mruknął:
   - Więc ostatni raz widział ją pan przy śniadaniu?
   - No, niedokładnie. - teraz będzie ten kawałek nie do końca zgodny z prawdą - pomyślał - zobaczymy czy coś jednak wiesz.
   - A co dla pana oznacza - niedokładnie?
   - Mniej więcej tyle, że zanim dotarliśmy do domciu ktoś mi tak przywalił w głowę, że powinien pan uważać za cud naszą dzisiejszą rozmowę.
   - To znaczy?
   - Och, to znaczy, że straciłem przytomność, dziewczynę i romantyczną noc, tak przypuszczam.
   - Yhy.
   - Tak, yhy. - ten facet najwyraźniej coś miał z tym yhy. Sprawa dla psychoanalityka, yhy.
   Oswald zadumany oglądał przez jakiś czas sufit, potem przeniósł wzrok na podłogę i znów na sufit.
   - Ciekawe - mruknął.
   - O tyle o ile ból głowy może być ciekawy.
   Federalny spojrzał na niego trochę jakby rozkojarzony.
   - Ból głowy nie, ale te lustra tak. - i znowu podniósł wzrok na sufit, a za chwilę opuścił na podłogę. Barman i Mateusz, cokolwiek ogłupiali, jak zahipnotyzowani podążyli za wzrokiem porucznika, co i tak im nic nie dało, bo miny dalej mieli niezamądre. - takie proste, a ile efektów, ile widoków tej samej rzeczywistości. Na razie tyle. Muszę panów prosić o nie opuszczanie Miasta i ? i w zasadzie tyle. Byli panowie bardzo pomocni. Do zobaczenia.
   Oswald wstał i zostawiwszy zdezorientowanych przy barze, ruszył do wyjścia. Już przy samych drzwiach zatrzymał się, spojrzał w górę, w dół.
   - Yhy, ciekawe.- mruknął właściwie do siebie i podnosząc dłoń wysoko ponad głowę w geście pozdrowienia obrócił się i wyszedł.
   Co za typ, cholera by go. Spojrzał na barmana, który spoglądając w sufit wyglądał jakby na ciężkim kacu próbował zrozumieć wykład o rozszerzonej teorii względności. Przynajmniej nie jestem sam - pomyślał - i jakby mu troszkę ulżyło. Spojrzał na lustra na suficie, w których zobaczył odbicie lustra z podłogi, w którym zobaczył odbicie sufitu, w którym?
   Dość, taki cholerny cud był w co trzecim lokalu tego typu. Ten federalniak zakręcił nimi jak chciał. A taki był śmieszny, taki pretensjonalny, taki książkowy staroć, taki, taki?
   Dość, o to mu chodziło, spokój, przecież nic się stało. Najdziwniejsze w nim było to, że kogoś przypominał, gdzieś w zakamarku głowy kołatała się myśl, że zna tą postać. Ten gest dłonią na pożegnanie był taki znajomy, ale za cholerę nie mógł sobie przypomnieć.
   Wziął jeszcze jedną szklaneczkę whisky i usiadł przy stoliku. Nie wiadomo skąd pojawił się kelner, dzień cudów - przemknęło mu przez głowę. Coś zamówił, nawet nie wiedział co. Już sam nie wiedział co jest przyczyną tego roztargnienia. Może to alkohol, a może ten cały Oswald, a może, po prostu, nie wie co teraz zrobić - jedyny punkt zaczepienia jest już martwym punktem. Co teraz!?

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Allows breaking the content into pages by manually inserting <!--pagebreak--> placeholder or automatic page break by character or word limit, it depends on your settings below. Note: this will work only for CCK fields except for comment entity CCK fields.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA