Przez tjk | 13/10/2005 - 11:07
Average: 5 (2 votes)

   Ludzie, wydaje mi się czasami, za bardzo we wszystkim doszukują się zawiłości, przeinaczenia, intrygi, cwaniactwa... Można by tak długo...

   Od razu mierzą, ważą, analizują i syntezują wnioski. Dobra, niech będzie, w końcu jakoś trzeba wyrobić światopogląd. Tylko dlaczego swoją miarę przykładać do całego, przecież tak różnego od nas, świata. A wydaje się być on różny, bo jakże często się mylą przykładający rzeczoną miarę. A jakże często nie chcąc się przyznać do pomyłki, nieraz jakże rażącej, niszczą wszystko wokół tylko dla satysfakcji posiadania racji.

   Obrzydliwe. Tak, ale tak się dzieje, przypuszczam, od początku świata. Idąc dalej tym torem myślenia, można wysnuć wniosek, iż jest to w jakimś celu potrzebne. Jest potrzebne, bo nie zostało w toku ewolucji wymienione na nic innego. I właśnie o ewolucję chodzi. Prawdopodobnie jest to najlepszy, wypracowany przez tysiące lat, sposób na selekcjonowanie najodporniejszych jednostek do kierowania stadami, bo przecież tymże są społeczności, narody i cała w końcu ludzkość.

   Doszedłwszy do takiego wniosku nie dziwię się wyborom, zarówno tym małym ludzkim, na poziomie jednostki, jak i tym na szczeblach drabiny demokratycznej. Prowadzi to wszakże do wyboru najlepszego z możliwych. A manipulacje i idące za tym socjotechniki?- spytałby ktoś. No tak. Oczywiście są to wszystko metody składowe wyborów - wszędzie tam, gdzie jest przynajmniej dwóch ludzi.

   I wszystko jest dobrze, tylko dlaczego tak dużej liczbie ludzi jest tak ciężko przyznać się do błędu?... Dlaczego zrobi się wszystko, nawet się pogrąży szansę na tą upragnioną władzę, żeby tylko nasze było na wierzchu? Skąd się bierze ten brak kompromisu?

   Być może jest to dalsza część długookresowego planu natury na dokonanie jej najlepszego wyboru na przedłużenie istnienia gatunku homo...

   Ale obawiam się być pochopnym...