Zaloguj   |  Zarejestruj

WIDZIANE Z SOŁECKIEJ ŁAWY (58) KWIECIEŃ 2017

  (Tekst red. Janusza Sobolewskiego zamieszczony poniżej.)

Januszu, przyjacielu drogi!

Mieszkam w rajgrodzkiej gminie od 30 lat z okładem, i jak dotąd nikomu nie udało się ze mną pokłócić. Sądzę, że jest tak m in dlatego, że nauczyłem się kiełkujące uczucie nienawiści (co i owszem – zdarza mi się czasem) wypierać życzliwością do ludzi. I życzliwością kierować się z zasady. Na przykład do burmistrza Karpińskiego – będąc świadomym jego zdecydowanej sympatii do PiS u, na ile umiałem, na tyle przyczyniłem się do utrącenia referendum w sprawie jego odwołania. Sądzę też, że „ławeczka” w której z uznaniem odniosłem się do „Stanowiska Związku Gmin Wiejskich woj. Podlaskiego w sprawie niszczenia samorządu” świadczy o życzliwości do ludzi związanych z PiS em, którzy wszak stanowią zdecydowaną tego Związku większość. Z powyższych faktów zdaje się wypływać wniosek, że motywowanie moich tekstów nienawiścią (w ogóle) do PiS u (w szczególności) nie jest diagnozą trafną.

Doradź mi Januszu, co byś zrobił zauważywszy, że Twój przyjaciel jest bezkrytycznie zakochany, a obiekt tego zakochania wpuszcza go (przynajmniej Twoim zdaniem) w maliny? Mnie się wydaje, że należy przedstawić co istotniejsze fakty, które pozwolą mu spojrzeć na ów obiekt nieco bardziej krytycznie. Tak też uczyniłem w poprzedniej „ławeczce”. Poniżej zaś kilka uściśleń do sformułowań zawartych w tekście, który obok wspomnianej „ławeczki” do mnie skierowałeś:

Byłeś wiceprzewodniczącym Rady Miasta, więc nietrudno Ci będzie wyobrazić sobie, że przewodniczący zachorował i na Ciebie spadło prowadzenie obrad. A tu wstaje jeden radny i wnioskuje o przesłuchanie przez Radę kandydata na burmistrza. Bowiem radny ów przewiduje, że w najbliższej przyszłości burmistrz zostanie odwołany. Czy, uważając radnego za człowieka mądrego, złamiesz procedurę i zezwolisz mu na wystąpienie, mimo iż pozostali radni nie zgadzają się na zmianę porządku obrad? Mam nadzieję, że powyższa analogia pomoże Ci zrozumieć to, czego nie była w stanie zrozumieć premier Szydło – w porządku obrad Rady Europy nie było punktu „wybór przewodniczącego” tylko był punkt „przedłużenie kadencji”. I dopiero ewentualne negatywne głosowanie przedłużenia otworzyłoby pole do negocjacji, konsultacji i uruchomienia procedury wyboru wraz z wysłuchaniem kandydatów na nowego przewodniczącego. I powyższe zasady dla wszystkich – poza polską delegacją – były oczywiste. Zaś w opinii większości komentatorów polska delegacja kierowała się zasadą nienawiści prezesa Kaczyńskiego do Donalda Tuska, która to zasada ze wspomnianą przez Ciebie moralnością chyba niewiele ma wspólnego. I przypuszczam, że tę zasadę miał na myśli prezydent Francji kontrastując ją z funduszami strukturalnymi.

Twoje sformułowanie o „postawach donosicielskich na nasz kraj [do Brukseli i Strasburga]” oparte jest na gigantycznym nieporozumieniu eksploatującym porozbiorową i pookupacyjną mentalność części naszego społeczeństwa. Europejskie instytucje znajdujące się w w/w miastach nie są bowiem instytucjami zaborcy czy okupanta, lecz instytucjami naszymi, przez nas współtworzonymi. Sądem obywateli z Rajgrodu jest nie tylko Sąd Okręgowy w Grajewie, lecz także Sąd Apelacyjny w Suwałkach, Sąd Najwyższy w Warszawie i Trybunał Europejski w Strasburgu, w którym sędziują także sędziowie delegowani przez Państwo Polskie. Czy gdyby Cię okradziono z jakiegoś wielkiego dobra, a nie znalazłbyś zrozumienia w Grajewie, Suwałkach ani w Warszawie, czy nie udałbyś się do Strasburga? Bo tak zrobił PiS, gdy sądził, że wybory samorządowe zostały sfałszowane. Tak zrobił minister Waszczykowski zwracając się do Komisji Weneckiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Czemu więc gorszy Cię to, że europosłowie, reprezentujący ludzi którzy czują się okradzeni z Konstytucji, korzystają ze wskazanej drogi? Odnośnie konferencji prasowej premier Szydło, odbytej w czwartek przed rzymskim szczytem, na której zapowiedziała ona niepodpisanie ustaleń szczytu jeśli nie zostaną uwzględnione 4 postulaty, warto zauważyć, że tekst ustaleń został uzgodniony na szczeblu dyplomatycznym już we wtorek. Czyli premier pozwoliła sobie robić groźną minę, bo postulaty już był spełnione. Chociaż nie do końca. Dokładnie wiedziała bowiem, że będzie punkt stwierdzający, iż poszczególne kraje będą integrować się w takim tempie, jakie uznają za stosowne. A to jest oczywistym zaprzeczeniem postulatu, by nie było Europy dwóch prędkości. Mimo to dokument podpisała, oświadczając dodatkowo, ze jest on sukcesem polskiej dyplomacji. W związku z powyższym warto nieco cofnąć się w czasie. Kilka dni przed europejskim szczytem w Brukseli, do Warszawy przyjechała kanclerz Merkel by uzyskać jasną odpowiedź, czy wsiadamy do pociągu przyspieszonej integracji. Prezes Kaczyński zadeklarował pozostanie na peronie. Czy sadzisz, że nasi sąsiedzi którzy już przystąpili do strefy walutowej Euro lub do przystąpienia są gotowi, będą się wahać przed zajęciem naszego miejsca w tym pociągu? I czy w roli kierownika pociągu będzie im przeszkadzała pani Angela? Ich głosowanie na szczycie pozbawia mnie takich złudzeń.

Przepraszam, że zbytnio może się rozpisałem, ale chciałem uniknąć fałszywych stereotypów, skrótów myślowych oraz zbitek pojęciowych, które utrudniają klarowne przedstawienie swojego oglądu spraw.

Pozdrawiam serdecznie Sołtys Wojciech





Drogi Wojciechu,

jedno z ogólnopolskich mediów mocno eksponowało w swym czasie antenowym fakt porozumiewania się między Prezydentem RP a ministrem obrony narodowej drogą pisemną. Wniosek był postawiony jednoznaczny: Oni nie rozumieją się i najwyraźniej coś między nimi iskrzy. Mam wrażenie, że nasze artykuły w "Rajgrodzkich Echach" mogą u Czytelników wzbudzić podobne mniemanie. A przecież tak nie jest.

Nie będę się rozpisywał, bo wiele już zostało powiedziane. Jeżeli chodzi o wizytę kanclerz Merkel u prezesa Kaczyńskiego i propozycję Niemiec by wsiadła Polska do superekspresu integracji europejskiej - to już sama propozycja budzi poważne moje obawy o równe traktowanie się wszystkich państw Unii Europejskiej, co zawarte jest w traktatach. Czy decyzja prezesa Kaczyńskiego o pozostaniu "na peronie" była słuszna - ocenimy to po latach. Niemiecka wizja europejskiej integracji nie wszystkim się podoba, bo praktycznie, patrząc na zimno, jest nie do przyjęcia, chociażby nęciła swą atrakcyjnością tzw. pozorną.

Czy premier Szydło wiedziała o przyjętych postulatach, czy nie wiedziała - my możemy tylko domniemywać i sądzić po dotychczasowej praktyce. Nie raz już bywało, że ważne decyzje międzynarodowe podejmowano zagadkowo szybko. Nasza wiedza opiera się na przekazie medialnym, a więc dociera do nas z "którejś" tam ręki. Ważniejsze jednak moim zdaniem były owe polskie postulaty niż forma ich "załatwiania".

A tak w ogóle, to chyba za bardzo wdaliśmy się przyjacielu Wojciechu w politykę, zbyt szczegółowo i dociekliwie, jak na nasze maleńkie "RE". Doceniam Twoją perfekcyjność w prezentowaniu argumentów i konfrontowaniu wypowiedzi. Jednak mam nieodparte wrażenie, że reprezentujemy dwa poglądy na rzeczywistość, które śmiało porównuję do klasycznego spojrzenia "szkiełkiem i okiem" i do (mego) charakterystycznego polskiemu romantyzmowi - zawartego w słowach wieszcza "więcej mi mówi czucie i wiara niż mędrca szkiełko i oko".

Pozdrawiam serdecznie Janusz S.



Tekst opublikowany w Piśmie Towarzystwa Miłośników Rajgrodu „Rajgrodzkie Echa”




Dodaj komentarz