Skróty:     Ankiety   |  Artykuły   |  Artykuły - ranking   |  Autorzy   |  Bajeczki   |  Blogi   |  Blogi - ranking   |  Fraszki   |  Galerie   |  Jak to zrobić   |  Kulinaria   |  Lepieje   |  Limeryki   |  Newsletter   |  Ogłoszenia   |  Opowiadania   |  Opowieść w odcinkach   |  Piosenki   |  Porady   |  Reportaże   |  Skrypty   |  Tabele   |  Tabulatury   |  Wiersze - ranking   |  Zdrowie   |  Redakcja - kontakt   |  RSS   |  Skorowidz

WIDZIANE Z SOŁECKIEJ ŁAWY (17) LISTOPAD, GRUDZIEŃ 2012

   Janusz przypomniał, że pora napisać kolejną „Ławeczkę”. Wnuczka przy obiedzie zwierzyła się, że ma napisać wypracowanie o tym, czy Polacy potrafią kochać Ojczyznę. Te dwa komunikaty, które dotarły do mnie w czasie listopadowego Święta Niepodległości postawiły mnie przed pytaniem: czy sołtys Wojciech potrafi kochać Ojczyznę?

   Pytanie o patriotyzm zwyczajowo przywołuje takie postaci jak Kościuszko oraz liczne rzesze powstańców – listopadowych, styczniowych czy warszawskich. Czy zatem, chcąc udokumentować swoje przywiązanie do Ojczyzny, powinienem iść na wojnę i zginąć ku chwale? Póki co, postanowiłem przyjrzeć się bliżej innej historycznej postaci. Dezydery Chłapowski był ulubiony adiutantem Napoleona dzięki temu , że powiedział cesarzowi „ Polak przejdzie wszystko” po czym przeprowadził jego karocę przez błota Wielkopolski. Jak skończyły się dla Polaków wojny napoleońskie, wie każdy. Natomiast mało kto zna powojenne losy pana Dezyderego. A poznać je warto. Mając 28 lat przejął od ojca – utracjusza – zrujnowaną Turwię. Zaczął od tego, że obciął wszystkie wydatki ponad konieczność. Rok chodził, patrzył i pytał. Po czym pojechał do hrabstwa Norfolk, gdzie wzorowo prowadził majątek William Cook, entuzjasta Napoleona, który z otwartymi ramionami przyjął jego sławnego adiutanta. Po czym się dziwił, że gość „nocy nie dośpi, uczy się sam orać pługiem „szkockim”, stogi (w Polsce nieznane) stawiać, bydło w oborze opatrywać i pyta, pyta, pyta”. Wróciwszy do Turwi, przyjął hrabia Chłapowski dewizę „Honor bez honorów”. Zdjął z pałacowego frontonu rodowy herb a zamontował zegar. Do ósmej rano zdążał objeżdżać cztery folwarki. Pługami „szkockimi” fornale nie chcieli orać – uczył cierpliwie. Mawiał „rolnictwo i wojna mają do siebie coś podobnego”. W żniwa przykładał się wieczorem na snopku i spał jak żołnierz na biwaku. Przy „regulacji” lepsze ziemie oddał chłopom, bo „z gorszymi mogliby nie dać sobie rady”. Pierwsza młocarnia, pierwsze stogi w Polsce stanęły u niego. Pierwszy zalesiał nieużytki. Dwa lata spędziwszy w twierdzy szczecińskiej ( po powstaniu listopadowym, za które zapłacił 100 tys. złotych i 22 tys. talarów grzywny ) napisał doskonały podręcznik rolniczy. Sam wykształcił 150 znakomitych agronomów noszących dumne miano „turwiańczyków”. Słowem, postęp w kulturze gospodarczej Wielkopolski, dziś przodującej krajowi, jemu zawdzięcza początek. Szczęśliwie znalazł licznych naśladowców. Kanclerz Bismarck jednego ze swoich ministrów, mającego majątek na Pomorzu, zrugał za to, że maszyny rolnicze kupuje nie w Berlinie, tylko u Hipolita Cegielskiego w Poznaniu ( minister tłumaczył się, że tam bliżej, taniej i lepsze ). Zakazał też urzędnikom państwowym oszczędzania w polskich bankach, które dawały lepszy procent od niemieckich.

   Efektem tak pomyślanego i systematycznie, latami przez Wielkopolan praktykowanego patriotyzmu, był fakt, że Powstanie Wielkopolskie wybuchło dokładnie wtedy, kiedy powinno, jako jedyne polskie powstanie osiągnęło postawione cele, a zakonspirowane było tak, że historycy do dziś nie potrafią dokładnie odtworzyć, jak to było. A jak się ma powyższa historia do sołtysa Wojciecha?

   Otóż wydaje mi się, że powstania robiono po to, aby odzyskać Państwo Polskie. A jeśli już Ono jest, to pamiętając o wszystkich, którzy o nie walczyli trzeba dbać, aby było. I aby było coraz lepsze. I to jest dziś patriotyczny obowiązek każdego obywatela. A w szczególności tego, który jest zaangażowany w instytucje tworzące Państwo, czyli premiera,…, starosty,…, i sołtysa. Więc wątroba mi się przewraca na drugą stronę kiedy widzę, jak jedni niszczą szacunek dla instytucji Państwa kalkulując, że w ten sposób zdobędą władzę, drudzy zaś – miast temu przeciwdziałać – eksponują te działania kalkulując, że to im pomoże władzę utrzymać. A najsmutniejsze jest to, że ta wątroba boli szczególnie 11 listopada.

Sołtys Wojciech



   P.S. Pisząc powyższe, korzystałem z książki Stefana Bratkowskiego „Skąd przychodzimy”, którą do Państwa użytku przekazałem Bibliotece Publicznej w Rajgrodzie.



Tekst opublikowany w Piśmie Towarzystwa Miłośników Rajgrodu „Rajgrodzkie Echa”




Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Allows breaking the content into pages by manually inserting <!--pagebreak--> placeholder or automatic page break by character or word limit, it depends on your settings below. Note: this will work only for CCK fields except for comment entity CCK fields.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA