Komunikat o błędzie

  • Notice: Undefined index: created w rdf_comment_load() (linia 424 z /home/thom/domains/chatawujatoma.net/public_html/modules/rdf/rdf.module).
  • Notice: Undefined index: created w rdf_comment_load() (linia 424 z /home/thom/domains/chatawujatoma.net/public_html/modules/rdf/rdf.module).
Skróty:     Ankiety   |  Artykuły   |  Artykuły - ranking   |  Autorzy   |  Bajeczki   |  Blogi   |  Blogi - ranking   |  Fraszki   |  Galerie   |  Jak to zrobić   |  Kulinaria   |  Lepieje   |  Limeryki   |  Newsletter   |  Ogłoszenia   |  Opowiadania   |  Opowieść w odcinkach   |  Piosenki   |  Porady   |  Reportaże   |  Skrypty   |  Tabele   |  Tabulatury   |  Wiersze - ranking   |  Zdrowie   |  Redakcja - kontakt   |  RSS   |  Skorowidz

FIREWALKING


   Dzień inny niż wszystkie

  O tym, że będzie inny dowiedzieliśmy się na porannej naradzie u szefa, gdzie ogłosił, że jedziemy na szkolenie motywacyjne z zakresu NLP (Programowanie Neurolingwistyczne), na którym mogą się wydarzyć różne ciekawe rzeczy. Pomyślałam sobie, że to lubię i na drugi dzień zupełnie na luzie za to z ogromną ciekawością pojechałam...

   Początek tradycyjny raczej, niewielkie opóźnienie w rozpoczęciu zajęć. Kawa, ciasteczka chłodne napoje, co kto woli. Rozmowy, śmiechy, ktoś pali, ktoś dzwoni - norma. Faktem jest, że po zapowiedzianych 15 minutach opóźnienia zajęcia się rozpoczęły. Wykładowca - osobowość z pewnością niezwykła, przy tym bezpośrednia, iskrząca energią, sypiąca dowcipami i powtarzająca co jakiś czas, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zabawne ćwiczenia poprawiające koncentrację, wpływające na podświadomość - odłożyłam notatnik, bo zorientowałam się, że to nie ten typ zajęć, gdzie korzyścią jest notowanie ale aktywne uczestniczenie.

   Po dwóch godzinach - eksperyment, który wprawia mnie w lekki niepokój. Mam świadomość, że nikt mnie nie zmusi do wykonania tego ćwiczenia, a jednak boję się... Czego? Wejść na dość wysoki stół, stanąć tyłem na jego krawędzi i spaść bezwładnie w ramiona członków naszej grupy, którzy kucają za stołem i podając sobie skrzyżowane dłonie tworzą dla mnie bezpieczną przestrzeń jakieś pół metra nad ziemią, na którą mogę upaść. Nie widzę ich bo jestem odwrócona tyłem, patrzę na początku jak inni robią to ćwiczenie i przypomina mi się, że jako dziecko spadłam z drabiny na plecy i pamiętam, że przez chwilę nie mogłam złapać oddechu. Kto przeżył coś takiego wie, że to przerażające uczucie. Myślę sobie - nie dam rady, nie, to nie dla mnie, nie będę eksperymentować, bo może się zdarzyć, że mnie nie złapią jak należy, a na podłodze są twarde płytki. Ale jest coś silniejszego, co w pewnej chwili każe mi wejść na stół... Przed chwilą zrobił to mój szef. Takie szkolenie to ma być też integracja, zrobię to ,bo, bo... No właśnie, bo potem będę żałować, że nie spróbowałam. Niesamowite uczucie, przecież to nic takiego, trwa może 2-3 sekundy, a jednak drżą mi kolana kiedy już stoję na krawędzi stołu. Muszę opanować to uczucie w przeciwnym razie nie skoncentruję się na tym, żeby moje ciało opadło w tył bezwładnie. Krzyżuję ręce, jak kazał instruktor, przyciskam je do siebie tak, że dłońmi chwytam ramiona. Jeszcze chwila koncentracji... lecę... Bezpiecznie ląduję w ramionach kolegów, a uczucie jest niesamowite. Potem wzajemnie pytamy się o wrażenia - jest mi lekko, radośnie jakoś, atmosfera się rozluźnia chociaż wielu z nas sięga po kubeczki z wodą. Z powodu upału? Ot, niby nic ale ile emocji w tym ćwiczeniu.

   Prowadzący pyta nagle, czy ktoś ze zgromadzonych na sali chodził już kiedyś po ogniu. Podnoszą rękę dwie osoby, a jest nas ponad pięćdziesiąt. Prowadzący oświadcza, że wieczorem przejdzie każdy... kto będzie na to gotowy... Adrenalina się podnosi. Zaczyna się opowieść o ścieżce ognia jako o ścieżce metafory, o pokonaniu lęku, którego pokonanie pomoże potem pokonać inne lęki. Słucham sobie na luzie, bo moja pierwsza myśl jest: i tak nie przejdę, a jednak podobają mi się określenia używane przez prowadzącego, powstaje jakiś obraz w umyśle, pomysł na wiersz może... nie wiem. W każdym razie popołudnie poświęcone jest przygotowaniom do tego wydarzenia. Najpierw techniki budujące właściwy obraz w podświadomości, potem techniki chodzenia (nie biegniemy, nie podskakujemy, bo wtedy stopy wbijają się głęboko w żar). Na sali robi się cicho. Prowadzący opowiada, jak sam chodził, co czuł, dlaczego warto. W racjonalnej części mojej świadomości rodzi się bunt, coś krzyczy - przecież to jest nienormalne. Przejść po rozżarzonej ścieżce pewnie się da, natomiast nie da się uniknąć poparzeń. W dodatku dostajemy do podpisania oświadczenia iż na własne ryzyko podejmujemy próbę przejścia po tej niezwykłej ścieżce. Poniżej wypisane są wszelki możliwe zagrożenia. Od lekkich poparzeń do bardzo poważnych, wymagających interwencji chirurga, a co gorsza - urazy psychiczne. Po raz kolejny pada z sali, że przejdzie tylko ten kto poczuje się gotowy. I nagle niepokój, bo myśl błyskawica przeleciała mi właśnie przez głowę - ja chcę to zrobić. W dalszym treningu koncentracyjnym uczestniczę tak, jakbym na sali nikogo więcej nie widziała, skupiam się na słowach, poleceniach, chcę przejść przez ogień. W przerwie podchodzę do prowadzącego, pytam o kila spraw, rozmawiamy chwilę - Ty przejdziesz - mówi mi... no tak, w końcu musi tak mówić.

   Schodzimy wszyscy nad jezioro, gdzie na trawie rozpoczyna się układanie dwóch ścieżek z drewna. Drewno stawiane jest stożkowato, tak jak przy rozpalaniu ogniska, żeby się szybciej i równo paliło. Podpalamy drewno, już teraz każdy widzi ogień i cała pewność siebie diabli wzięli. Moją oczywiście, chociaż sądzę, że innych też. Zostawiam grupę, schodzę nad jezioro, siadam na pomoście, patrzę z daleka. Trochę to potrwa, zanim drewno wypali się na tyle by pozostał gorący żar. Faktycznie trwa to prawie dwie godziny, kiedy ścieżki są formowane, układane, wyrównywane. Podchodzę, bo jest mi zimno i komary dają o sobie znać. - Oswajaj się z nim - słyszę, Twoja energia musi być większa od energii która daje ogień. Znów niepokój ale póki co tylko się grzeję.

   Za pół godziny ścieżki są gotowe, żar daje się odczuć. Obok mnie stoi kolega z pracy, ściągnął już buty i skarpetki, pyta mnie czy idę. Zaprzeczam, więc prosi bym potrzymała mu papierosy i okulary. Przechodzi... Nie ma tłumu przy ścieżce, każdy podchodzi z głębokim namysłem, prowadzący cały czas udziela wskazówek. Na końcu każdej ścieżki zrobił kałużę wody by wejść tam i ugasić kawałeczki żaru, które mogą się dostać pomiędzy palce.

   Nie mam na sobie skarpetek tylko lekkie klapki, wystarczy je zdjąć. Zostawiam je na trawie, podchodzę, w uszach mi szumi, a w głowie tylko jedno słowo - wariatka, ale przecież musze się skoncentrować... Trwa to chwilę. Ścieżka jest tylko cztero metrowa, to tylko 4 kroki, piąty jest już poza. Przywołuję do świadomości coś co jest przyjemnie chłodne - mech w lesie o poranku, zimny mech... wchodzę - parzy, drugi krok - zdecydowanie mniej, trzeci.. czwarty... piąty - w kałużę by schłodzić stopy i ... żal, że to już koniec tego spaceru.

   Obmywam sobie stopy w jeziorku, jak moi koledzy, którzy też przeszli i widzę, że nie oparzyłam się. Owszem, są gorące ale nie ma żadnych bąbli, zranień, jest jakiś dziwny stan, nie do opisania raczej. Ścieżka wciąż się żarzy. Wracam, pytam, czy można przejść jeszcze raz - prowadzący mówi, że można tyle razy ile się potrzebuje. Koncentracja - wchodzę znowu, poruszam się w tym samym tempie tylko robię mniejsze kroki. To co czuje jest niesamowite. W umyśle idę po wilgotnym mchu, patrząc pod nogi widzę żar... Prowadzący delikatnym strumieniem z węża polewa stopy po zejściu ze ścieżki.

   Jest cudownie, jest pięknie, zrobiłam to, jestem o coś bogatsza, dokonałam niezwykłego eksperymentu ze swoją podświadomością. Przeżyłam przygodę i wiem ,że nie żałuję. Dziś jeszcze czuję lekkie ciepło na stopach, dobrze by było gdyby tak zostało, bo generalnie to mi marzną, nie mam natomiast żadnego bąbelka, poparzenia... Pokonałam lęk. Może to w życiu dobrze wykorzystam. Przeszłam przez próbę ognia w sensie dosłownym. Może życiowe wyzwania, z którymi się zmagamy to taka właśnie próba ognia, którą trzeba pokonywać by potem było lepiej, inaczej, piękniej...

   I to tyle relacji pisanej głównie emocjami.




Komentarze

Obrazek użytkownika Beata
Beata (niezweryfikowany)    4 sie 2008 - 20:11

Pokonać strach..niepewność..siebie
Ciekawy reportaż, próbuję sobie wyobrazić tę ścieżkę ognia i ja boso brodzę po niej mając poczucie, że przechadzam się jak po wilgotnym mchu..
Może kiedyś spróbuję..może :)
Bardzo ciekawy artykuł..dzięki za powód do refleksji..:)

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Allows breaking the content into pages by manually inserting <!--pagebreak--> placeholder or automatic page break by character or word limit, it depends on your settings below. Note: this will work only for CCK fields except for comment entity CCK fields.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA