Z ŻYCIA KOŚCIOŁA 5

Oceń wpis:: 
Średnia: 3 (1 głos)

.

Papież Franciszek ogłosił właśnie swoją najnowszą, powszechnie oczekiwaną adhortację apostolską „Amoris laetitia” („Radość miłości”). Jest ona zamknięciem prac odbytego w dwóch turach Synodu Biskupów poświęconych rodzinie. Polscy biskupi w relacjach z Synodu podkreślali, że w nauczaniu Kościoła o małżeństwie i rodzinie w zasadzie nic się nie zmieniło. Podobnie biskup Henryk Hoser zaprezentował franciszkową adhortację, jakby była prostą kontynuacją encykliki „Familiaris consortio” Jana Pawła II. Dla pokazania szerszego spektrum opinii przedrukowujemy poniżej za nr 17/2016 „Tygodnika Powszechnego” artykuł ks. prof. Paula M.Zulehner'a (ur. 1939 r). Jest on od 1964 r. kapłanem, od 1984 r. profesorem teologii pastoralnej a od 2000 r. dziekanem Wydziału Teologii Katolickiej Uniwersytetu Wiedeńskiego (obecnie emerytowany).Autor wielu publikacji o Kościele w Europie. W Polsce ukazała się jego książka ,,Schronienie dla duszy” (W drodze, 2006).

Franciszek ufa sumieniu
KS. PAUL M.ZULEHNER

,,Amoris laetitia’’ to nie tylko podręcznik duszpasterski, lecz także hymn pochwalny dla miłości.

Kochający się ludzie, znajdujący się na różnych etapach ich wspólnej historii, którym zależy na dojrzewaniu ich relacji – zarówno w namiętnej rozkoszy, jak też w doświadczaniu bólu – powinni zapoznać się z tym dokumentem, z wielkim dla siebie pożytkiem. Jego fragmenty brzmią bowiem z jednej strony jak pieśń o miłości, obejmująca też seks i namiętność, a z drugiej jak podręcznik duszpasterstwa małżeństw, zawierający przemyślenia o dzieciach i rodzinie. I to na różnych etapach: od miłości młodej i dopiero się rodzącej aż po dojrzałą; przez dni dobre i radosne , jak też złe i wstrząsane kryzysami. Papież okazuje tu znów wrażliwość na cierpienie i pisze nawet, że czasem rozstanie małżonków może być nieuniknione , a nawet moralnie konieczne(241).

Sakrament to lek

Jeśli idzie o dostęp do komunii dla osób rozwiedzionych, żyjących w nowym związku, papież nie formułuje jakiś ogólnych instrukcji na gruncie prawa kościelnego, lecz określa zasady nowego podejścia duszpasterskiego. W jego centrum sytuuje decyzję sumienia osób, których małżeństwo się zakończyło za sprawą niedającego się już rozwiązać splotu winy i tragizmu, zostawiając często głębokie rany.

Pomocne może być przy tym, jeśli na drodze prowadzącej do duchowego uzdrowienia osoba taka otrzyma kompetentne wsparcie duszpasterskie, którego celem nie jest potępienie, lecz uzdrowienie, nie trwałe wykluczenie, lecz stopniowo pełna integracja z życiem kościelnym. Papieżowi nie chodzi więc o ekskluzję i ekskomunikę. Jego pragnieniem jest integracja i inkluzja, na ile to tylko możliwe w konkretnym, pojedynczym przypadku. Rozwiedzeni, którzy żyją w drugim dobrym małżeństwie, będą więc mogli się cieszyć z sakramentów, jeśli dojdą do takiej decyzji w swym sumieniu. Na marginesie, papież mógłby tu dodać taki przypis:,,Jak postulowali biskupi austriaccy już w 1980 r. lub trzej biskupi niemieccy w 1994r.”[chodzi o list Waltera Kaspera, Karla Lehmanna i Oskara Saiera w sprawie rozwiedzionych, skrytykowany wtedy przez Kongregację Nauki Wiary – red.]. Sakramenty nie są bowiem nagrodą za doskonałość (wtedy nikt nie mógłby przystępować do komunii), lecz środkiem służącym uleczeniu – i jak pisze papież, ,,w niektórych przypadkach” mogą korzystnie wpływać także na sam proces leczenia. Taka ważna możliwość została ,,ukryta” w przypisie nr 351.

Papież wyznacza tu naprawdę nowe zasady duszpasterstwa rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać podobne do praktyki stosowanej przez Kościoły wschodnie. Ale tak nie jest, podejście papieża jest znacznie bardziej ,,nowoczesne” : w Kościołach wschodnich jest bowiem tak, że decyzję podejmuje ,,paternalistycznie” biskup – natomiast możliwość, którą w Kościele rzymskokatolickim stwarza Franciszek, jest personalistyczna i opiera się na zaufaniu, że ludzie, autentycznie poszukujący na drodze Ewangelii, w swej samotności przed Bogiem są zdolni do duchowego rozeznania swojej osobistej sytuacji, zaś ludzie Kościoła nie mogą ich w tym zastąpić. ,,Jesteśmy powołani do kształtowania sumień, nie zaś domagania się, by je zastępować” – pisze papież (37).

Kultura synodalności

Warto zauważyć, że w wielu kwestiach dokument ,,Amoris laetitia” odwołuje się do procesu synodalnego – począwszy od pierwszych ankiet, które poprzedziły Synod o rodzinie, aż po obrady w synodalnej auli. Papież mówi, że na tej wspólnej długiej drodze przysłuchiwał się uważnie osobom, które przedstawiały swoje doświadczenia, biskupom, a także wielu ludziom, których spotykał w swej długiej pracy jako duszpasterz. To wszystko jest częścią wspólnej drogi - ,,syn” znaczy ,,wspólnie”, ,,odos” to ,,droga” – którą on sam zainicjował w Kościele powszechnym. Efektem tej drogi jest również ten dokument, dla duszpasterstwa mający historyczne znaczenie.

Sądzę, że papież pozostanie wierny tej synodalnej kulturze. Nie byłbym zaskoczony, gdyby wkrótce zwołał kolejny Synod, poświęcony problemowi zmniejszającej się liczby księży. Gdy niemieccy biskupi złożyli mu niedawno wizytę ad limina, pytał ich o viri probati [żonatych mężczyzn, którzy mogą być wyświęceni na diakonów – red.]. Sądzę, że papież sceduje na lokalne episkopaty jeszcze wiele zadań duszpasterskich, których rozwiązania oczekiwano dotąd tylko od Rzymu.

Byłoby ponadto pomocne, gdyby ta kultura synodalności ogarnęła w większym niż dotąd stopniu diecezje i wspólnoty parafialne. Autorytarny klerykalizm, któremu przeciwdziała papież Franciszek, a który ciągle jeszcze zagraża Kościołowi na wszystkich jego poziomach, odszedłby wtedy definitywnie w przeszłość.

Dodaj komentarz