Z ŻYCIA KOŚCIOŁA 2

Oceń wpis:: 
Jeszcze nikt nie glosował

.

Jako pacholę nieletnie modliłem się w Wielkie Piątki za „perfidnych Żydów” i prosiłem Pana Boga, by ten „lud zaślepiony” uznał Jezusa Chrystusa. Po czym, jako siedemnastolatek, przeżyłem w 1965 roku, równo 50 lat temu, „trzęsienie ziemi” - papież Jan XXIII opublikował przyjętą przez II Sobór Watykański Deklarację „Nostra aetate” („W naszych czasach”) .I okazało się, że Pan Bóg nigdy nie zerwał przymierza z Izraelem, że Żydzi nie są winni bogobójstwa i że będą zbawieni na równi z chrześcijnami. Ojcowie soborowi nie postulowali też nawracania Żydów, lecz nazywali ich starszymi braćmi w wierze, a uczestniczący w Soborze biskup Karol Wojtyła, który pod koniec swego pontyfikatu prosił, by nie zapomnieć soborowego dorobku, wielokrotnie przypominał, że antysemityzm jest grzechem. Była to więc niezwykle radykalna zmiana w uświęconym wielowiekową tradycją nauczaniu Kościoła. I okazała się być możliwą.

W tym miejscu należy zauważyć, że „Nostra aetate” nie zmieniała doktryny Kościoła. O „zaślepionych bogobójcach” nie wspominał żaden z dogmatów. Natomiast przed i w trakcie zakończonego właśnie Synodu znaczna część debaty dotyczyła właśnie nienaruszalności doktryny.

Odpowiedź na pytanie „Czy doktryna Kościoła podlega ewolucji” zna każdy seminarzysta i każdy, kto przeczytał choć jeden z czterech tomów „Historii dogmatów” wydanej pod redakcją jezuity Bernarda Sesbue (Wydawnictwo M, 2001 r.) Na przykład dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny ogłoszono w 1854 r.,czyli raptem160 lat temu. Przedtem istniał kult niepokalanego poczęcia, dyskutowano ten temat (np. św. Tomasz z Akwinu nie przyjmował niepokalanego poczęcia , bowiem uznawał łaskę absolutnej, niepokalanej świętości Maryi, mającej źródło w Chrystusie ) ale doktryna Kościoła na tan temat milczała. Natomiast w 1854 r. doktryna się zmieniła – została poszerzona o nowy dogmat.

Ewolucję rozumienia Ewangelii – bardzo specjalną, bo pod wpływem Ducha Świętego – zapowiedział sam Jezus: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 16,12). Zaś powszechnie wiadomym jest, że zarówno przed konklawe, które wybrało Franciszka, jak i przed Synodem, który On zwołał, biskupi modlili się do Ducha Świętego, by ich oświecił. Jest to czytelnym znakiem, iż dokonawszy spektakularnej interwencji w pięćdziesiątym dniu po Zmartwychwstaniu Duch Święty bynajmniej nie przeszedł na zasłużoną emeryturę.( Tak a propos. Abp Nossol powiedział po wyborze Benedykta XVI, że na taki luksus, by po Polaku powołać na Piotrową Stolicę Niemca, mógł sobie pozwolić tylko Duch Święty.)

Ulubiony przez tabloidy temat zmiany doktryny został przez Synod przesunięty na plan dalszy, zajęto się zaś w pierwszym rzędzie poszukiwaniem nowych rozwiązań duszpasterskich w ramach doktryny aktualnie obowiązującej . Podjęto tu próbę pogodzenia miłosierdzia i sprawiedliwości oraz współczucia i prawdy, słusznie dostrzegając pojawiające się tu i ówdzie tendencje do ich przeciwstawiania lub faworyzowania jednej z tych rzeczywistości. Jeżeli wszystkie one współistnieją w Bogu, to nie mogą się sobie nawzajem przeciwstawiać. „Boże miłosierdzie jest fundamentalną prawdą objawienia, która nie przeciwstawia się innym prawdom” - tłumaczą autorzy sprawozdania niemieckiej grupy językowej. Przywołując zaś św. Tomasza z Akwinu, który zalecał ostrożność przy przykładaniu zasad wiary do konkretnych, często skomplikowanych sytuacji, piszą: „Nie chodzi nam o wyjątki, dla których Słowo Boże nagle traciłoby wagę, ale raczej o to, jak rzetelnie i sprawiedliwie zastosować słowa Jezusa”.

Na tym tle chyba nie najlepiej zaprezentowali się polscy biskupi. W pierwszych dniach Synodu jako coś nieładnego została przyjęta decyzja przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, by publikować streszczenia debaty z nazwiskami. Rzecznik Watykanu, ojciec Lombardi wyrażał z tego powodu ubolewanie, bo regulamin Synodu przewidywał – właśnie po to, by ojcowie mogli zabierać głos z pełną swobodą - że nikt nie będzie ujawniał cudzych wystąpień bez zgody. O „swądzie szatana, dającym się wyczuć w niektórych głosach na Synodzie”, przed którym w swym wystąpieniu ostrzegał abp. Tomasz Peta, wspomniałem w poprzedniej relacji. Natomiast bezpośrednio po zakończeniu Synodu, z krótkiej migawki telewizyjnej dowiedziałem się od abp. Henryka Hosera, że „wróciliśmy z tarczą a nie na tarczy” ponieważ „w nauczaniu Kościoła nic się nie zmieniło”. Pierwsza część tej wypowiedzi zdawałaby się świadczyć, że dla Jego Eminencji Synod był nie tyle (jakby wskazywało tłumaczenie greckiej nazwy) Wspólną Drogą, co wyprawą wojenną. Z drugiej jakby wynikało, że ks. arcybiskup zignorował przedsynodalną i synodalną debatę teologiczną rozciągającą się od kwestii „między rygoryzmem a miłosierdziem” (np. artykuł teologa, emeryta Domu Papieskiego kard. Cottiera) po kwestie interpretacji tekstów biblijnych (np. książka teologa, profesora Papieskiego Instytutu Biblijnego, kameduły Gargano który dowodzi, że Jezus nie zniósł danego ze względu na „twardość serc” mojżeszowego prawa do rozwodu). Hierarcha jakby nie zauważył też, wprowadzonej tuż przed drugą częścią Synodu, radykalnej zmiany procedury orzekania o nieważności małżeństwa. A zarówno debata, jak i reforma prawa otwierają, daleko szersze od dotychczasowych, ramy praktyki duszpasterskiej. Zaś dla ogromnej większości ludu bożego nauczanie Kościoła to właśnie to, z czym się spotyka w duszpasterskiej codzienności (czy też raczej coniedzielności). Tak więc wygląda na to, że to od praktyki duszpasterskiej zależeć będzie, czy Kościół będzie przyciągał ludzi atrakcyjnością jezusowego przesłania, czy odstraszał narosłymi przez wieki archaizmami. Przy czym entuzjaści zmian muszą pamiętać, że prawdziwa ewolucja doktryny nigdy nie zmierzała w kierunku usunięcia z Ewangelii krzyża. Próby usuwania wymagań Ewangelii, jak też ich powiększania, stawiały ich zwolenników poza Kościołem.

Relacje zebrał, skompilował
i gdzieniegdzie komentarzem opatrzył
Wojciech Więckowski

P.S. Właśnie przeczytałem, że na zebraniu Konferencji Episkopatu Polski, nawiązując do wskazówek papieża Franciszka, abp Henryk Hoser mówił: „Jakie zadania ma Kościół wobec narastającego kryzysu? (…) Po pierwsze, należy słuchać młodych ludzi, małżonków, także osób, które szukają innych dróg, którym małżeństwa się rozbiły. Bez słuchania nie wiemy, z kim mamy do czynienia (…) Po drugie, towarzyszyć rodzinie we wszystkich stadiach jej istnienia. (…) Po trzecie, integrować z Kościołem tych, którzy odeszli.” Powyższe odnotowuję z ufną nadzieją, że tak się stanie.

Dodaj komentarz