Zaloguj   |  Zarejestruj

Z ŻYCIA KOŚCIOŁA 16


Poniższe rozważania sprowokowane zostały (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) przez bardzo dobry artykuł „Nad rzekami Babilonu” opublikowany w Studiu Opinii (http://studioopinii.pl/archiwa/185108 ), zatem zakładam, że szanowny czytelnik przed zagłębieniem się w te rozważania zapozna się ze wskazanym opisem niewoli babilońskiej.

Podobny, a miejscami bardziej szczegółowy opis tych odległych czasów znajdziemy w kapitalnej książce prof. Anny Świderkówny „Rozmowy o Biblii” (PWN 1997), gdzie na stronie 35-tej ta wybitna biblistka napisała:

„Czytając Biblię odnosimy... nazbyt często wrażenie, że to królestwo Dawida i Salomona było jakimś prawdziwym mocarstwem … w ówczesnym świecie politycznym. Błędną tę perspektywę usiłuje już skorygowasć Ksiega Powtórzonego Prawa, gdzie Mojżesz tłumaczy ludowi, że chociaż Bóg go wybrał na „swoją szczególną własność”, nie postąpił tak bynajmniej dlatego, „że liczebnie przewyższacie wszystkie narody, gdyż ze wszystkich narodów jesteście najmniejszym” (Pwt 7,6 – 7) Kiedy spogląda się na owo królestwo Dawidowe od strony świata pogańskiego, widzi się państewko niezbyt wielkie, które swój krótki okres świetności w X w . zawdzięczało nie tylko sile i mądrości własnych władców, lecz przede wszystkim słabości sąsiednich potęg, zawsze mu zagrażających.. Tak się złożyło, że właśnie w tym stuleciu Egipt na zachodzie, na wschodzie zaś Asyria (i Babilon) przeżywały okres rozprzężenia i niemocy. Stworzyło to dla przedsiębiorczych Hebrajczyków szczególnie dogodną sytuację polityczną. Wnet jednak po śmierci Salomona (ok. 933 r.) jego państwo rozpadło się na dwa odrębne królestwa, znacznie większe północne (królestwo Izraela) i malutkie południowe (królestwo Judy), w którym to w Jerozolimie panowała nadal dynastia Dawidowa.. Wzrastająca na nowo w potęgę Asyria położyła w 722/721 r. kres istnieniu królestwa północnego, jerozolimskie zaś miało jeszcze przetrwać do 587/586 r., kiedy już nie Asyria, ale nowy władca Wschodu, król Babilonu, podbił je ostatecznie, burząc także Jerozolimę. Wielu mieszkańców Judy deportowano wówczas do Mezopotamii.”


W tym miejscu pozwolę sobie na chwilę wrócić do tekstu Jerzego Łukaszewskiego:

„Jedna grupa Izraelitów w Babilonii zasługuje na szczególną uwagę. To kapłani. Dlaczego? Ano dlatego, że to właśnie oni, i to właśnie w Babilonii, przepracowali od nowa cały żydowski system religijny, który dotąd jako żywo niewiele miał wspólnego z tym, co dziś nazywamy monoteizmem. To oni i to tam, przekształcili żydowską religię w tzw. monoteizm etyczny (w odróżnieniu od plemiennego). Nie stało się to przypadkiem. Ostatni król Babilonu, Nabonid nosił się z zamiarem reformy religijnej w swoim państwie i konsultował tę sprawę z kapłanami różnych religii, także z Żydami, których idea jedynobóstwa najbardziej mu odpowiadała. To właśnie na potrzeby tych dyskusji kapłani żydowscy opracowali konsekwentny system, nieznany wcześniej wśród wyznawców Jahwe.”


Profesor Świderkówna w arcyciekawy sposób, na przykładzie pierwszych wersetów Księgi Rodzaju, próbuje zrekonstruować ten proces opracowywania:

„Jeśli szukamy w pierwszych rozdziałach Biblii naukowego wykładu o stopniowym kształtowaniu się naszej planety...., to go tam oczywiście nie znajdziemy. … Żadnego tekstu literackiego nie da się zrozumieć w oderwaniu od miejsca i czasu, w jakim powstawał. Otóż kapłański autor Rdz 1,1-2, 1-4a żył … na wygnaniu w Babilonii w VI w. Znajduje to swój wyraz choćby w fakcie, że u początków stworzenia jest u niego -bezmiar wód- . (U [wcześniejszego autora] który pisze najprawdopodobniej w Jerozolimie, … , wszystko zaczyna się od pustynnego, nie nawodnionego jeszcze stepu). … U naszego kapłańskiego autora Rdz 1,1-2,4a, odnajdujemy bez trudu echa wielkiego poematu na cześć Marduka, głównego boga Babilonu.

Kiedy w górze nieba nie były jeszcze nazwane,
kiedy w dole ziemia nie miała imienia,
kiedy pradawny Apsu, który spłodził bogów,
kiedy Tiamat, która ich wszystkich zrodziła,
mieszali bez rozróżnienia swoje wody
kiedy trzcin na bagnach jeszcze nie widziano,
kiedy nie pojawił się jeszcze żaden z bogów,
bo nie otrzymali imienia ani wyznaczonego im losu,
wtedy to narodzili się bogowie z łona Apsu i Tiamat.

W poemacie tym [Enuma elisz – Kiedy w górze] … narodziny wszechświata są zarazem narodzinami bogów. … Enuma elisz jest długim utworem, obejmuje aż siedem tabliczek, po ok. 150 wierszy każda. W czwarty dzień Świąt Nowego Roku główny kapłan Marduka stawał przed posągiem swego boga i z podniesioną ręką wygłaszał … cały Enuma elisz.
… Zatem
...Synom Izraela żyjącym na wygnaniu w Babilonii Marduk musiał wydawać się bardzo potężny. Przecież król Babilonu nie tylko zdobył Jerozolimę i uprowadził do niewoli jej króla, lecz nawet zburzył Świątynię Jahwe. … Monoteizm żydowski nie był jeszcze w tym czasie ani tak nieugięty, ani tak jasno wykrystalizowany, jak to sobie zazwyczaj wyobrażamy. Był też zjawiskiem całkiem wyjątkowym. Nic też dziwnego, że wielu synów narodu wybranego ulegało często pokusie oddawania kultu także innym bogom. A cóż dopiero w Babilonii, gdzie kulty te były takie świetne, barwne i pełne życia, gdzie Jahwe zdawał się ginąć w cieniu Marduka. I właśnie tu kapłani Izraela podjęli trud przemyślenia i ponownego odczytania całej historii swojego ludu aż od samych początków, od pradziejów świata. Jeden z tych kapłanów jest autorem pierwszej stronicy Biblii. Można odgadywać, że kiedy pisał swój hymn na cześć Jedynego (bo hymnem jest to, co napisał) miał przed oczami – jeśli nie ciała to przynajmniej duszy – owego kapłana Marduka recytującego w święto Nowego Roku Enuma elisz . Chciał mu się może w ten sposób przeciwstawić, chciał pokazać Boga Izraela jako prawdziwego Stwórcę i Władcę wszechświata. Aby to uczynić nie wahał się sięgać po najróżniejsze materiały z literatury świata otaczającego. Oczyszczał je wszakże starannie z wszelkich śladów politeizmu w sposób, który nieraz uchodzi naszej uwagi, tak bardzośmy wszyscy,nawet nasi ateiści, nawykli myśleć w kategoriach monoteizmu. Najwięcej chyba kłopotu różnym interpretatorom przyczynił nasz [autor] przyjętym przez siebie schematem siedmiu dni, … Zapominamy przy tym zazwyczaj, że w chwili gdy pisał on swój tekst, Żydzi święcili już szabat co najmniej od siedmiu stuleci. … Prawdopodobnie [kapłan] chciał przypomnieć swoim rodakom o konieczności zachowania szabatu nawet na wygnaniu, gdzie na pewno była ogromna pokusa, żeby o tym zwyczaju zapomnieć. … Nie należy również zapominać, że liczba siedem w Biblii, rozumiana symbolicznie, to pełnia, doskonałość. Otóż w każdej strofie swojego hymnu – a kolejne dni stworzenia stanowią z punktu widzenia krytyki literackiej właśnie jakby strofy – powtarza nasz autor, iż Bóg widział, że to, co uczynił, było dobre. Słowa te powracają niby optymistyczny refren. … „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. Jest to pierwsze zdanie, a zarazem niejako tytuł całości, bo wszystko zostało już w nim zawarte.”Niebo i ziemia” znaczy tyle, co wszechświat, gdyż Hebrajczycy innego określenia na wszechświat nie mieli. Jest to nie „początek czegoś”, lecz po prostu „Początek”. Wszystko zaczyna się od Boga. …. Warto zwrócić baczniejszą uwagę na czasownik, który tłumaczymy przez „stworzyć”. Po polsku mówimy, że Bóg stworzył świat, lecz możemy też powiedzieć, że jakiś artysta stworzył wielkie dzieło. Tymczasem użyty tu hebrajski czasownik bara', występujący rzadko w Biblii, odnosi się zawsze do Boga.. … „Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem, ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami”. Hebrajskie wyrażenie oddane w polskim przekładzie przez „bezład i pustkowie, oznacza przeraźliwą … pustkę, uniemożliwiającą jakąkolwiek orientację … „bezmiar wód” natomiast to hebrajskie słowo t'hom blisko spokrewnione z imieniem Tiamat. … Świat, który ma się stać mieszkaniem i ludzi, i wszystkich innych stworzeń budowany jest stopniowo przez następujące po sobie trzy wielkie akty „rozdzielania”. … („Rozdzielanie” odgrywało wielką rolę w licznych kosmogoniach świata starożytnego. W Enuma elisz Marduk, pokonawszy w walce Tiamat, zabija ją, a następnie jej olbrzymie cielsko rozdziela niby wielką małżę na dwie części. Z górnej tworzy sklepienie nieba, z dolnej zaś ziemię.) … Pierwszego dnia Bóg stwarza światło i oddziela je od ciemności, drugiego – uczyniwszy sklepienie niebieskie – oddziela wody nad sklepieniem od wód pod sklepieniem i wreszcie dnia trzeciego oddziela morze od lądu. Tak zostaje stworzony podstawowy porządek w czasie i przestrzeni. [Autor] nie próbuje opisać, jak dokonywało się stwarzanie. Chce tylko pomóc słuchaczom i czytelnikom w zrozumieniu ich własnego świata.


Pozwoliłem sobie tak obszernie (choć z ogromnymi skrótami) zacytować opracowaną przez prof. Świderkównę rekonstrukcję powstawania Księgi Rodzaju, gdyż jest ona – moim zdaniem – niezwykle przejrzystą „anatomią objawienia”: poszukujący sensu świata autor, zapoznawszy się rzetelnie z całością współczesnej wiedzy, porządkuje ją, nadając jej jednocześnie metafizyczny sens. Podobnego objawienia, polegającego na umieszczeniu we własnej teologii – tym razem chrześcijańskiej - ogromnego zasobu wiedzy pogańskiej – tym razem greckiej - dozna św. Tomasz Akwinata, który m.in. wyposażył chrześcijan w nieznane im przez tysiąc lat pojęcie duszy.


Opierając się na tych dwóch, odległych od siebie o półtora tysiąclecia, wielkich iluminacjach, pozwolę sobie na hipotezę, że Objawienie jest procesem ciągłym, o czym dobitnie świadczy fakt, iż mimo rozwoju nauk empirycznych, teologia i filozofia nie umarły, lecz permanentnie drążą wielkie pytania ludzkiego ducha.


I w tym miejscu warto zwrócić uwagę na wyzierającą, moim zdaniem, z tekstu Jerzego Łukaszewskiego tezę, jakoby religia miała jedynie aspekt socjologiczno polityczny, była jedynie sprawnym narzędziem władzy w rękach kasty kapłańskiej. Ale wróćmy na chwilę do prof. Świderkówny:

W niecałe 50 lat później z kolei Babilon uległ zdobywcy perskiemu, wielkiemu królowi Cyrusowi, który w 538 r. pozwolił przesiedlonym na powrót do ojczyzny.. Liczni woleli wszakże pozostać, bo zbyt głęboko wrośli w nowe warunki.. Tak powstała pierwsza żydowska diaspora (dosł. „rozproszenie”; Żydzi żyjący wśród pogan). Ci, którzy powrócili (a wracali stopniowo, nie wszyscy jednocześnie), odbudowali w końcu Jerozolimę i Świątynię Jahwe, lecz nigdy więcej nie będzie już króla z dynastii Dawidowej. Najważniejsze znaczenie miał odtąd kult i zachowanie Prawa, najistotniejsza rola przypadała arcykapłanowi. Na zgliszczach państwa ukształtowała się wspólnota religijna, zrodziło się to, co dzisiaj nazywamy judaizmem.”

I porównajmy to z opisem Jerzego Łukaszewskiego

Żydzi wrócili na terytorium dawnych królestw izraelskich. Kto wrócił? Po pierwsze, nie wszystkich wysiedlono. Asyryjczycy pozostawili na miejscu ludzi – dziś powiedzielibyśmy – z klas niższych, którzy nie potrafili stać się dla nich politycznym zagrożeniem. Bez przywództwa ci ludzie byli niegroźni..Druga grupa – uciekinierzy z Egiptu. Tak się jakoś zawsze składało, że w chwilach niebezpieczeństwa wielu Żydów ochoczo umykało do kraju faraonów, który w tablicach mojżeszowych nazwany został przecież wprost „domem niewoli”.Ci stanowili problem, bo byli wyznawcami po pierwsze religii w starej wersji, a po drugie, zwolennikami dawnych stosunków społeczno politycznych, co było w nowej sytuacji nie do utrzymania. Wrócili – przepraszam za kolokwializm – „nieudacznicy”, którzy przez dwa pokolenia nie potrafili niczego zdziałać w Babilonie. Na miejscu byli też Samarytanie przesiedleni do Palestyny przez tychże Asyryjczyków. Lud pokrewny etnicznie, ale nie z „pokoleń Izraela”.No i kapłani. Nietrudno zauważyć, że w takim składzie tylko oni posiadali wystarczający potencjał intelektualny, który mógł zaważyć na przyszłych losach na nowo sklejanego narodu. Ich przywództwo nie było kwestionowane od początku, bo przez kogo? Nawet „Egipcjanie” dość szybko pogodzili się z ich rolą. Mieli wszystko – myśl, wpływ na prosty lud i nawet Samarytan – łatwo definiowalnego wroga na użytek swojej polityki gdyby zaszła taka potrzeba. Dawne elity nieobecne były w nowym życiu narodu. Kto je miał zastąpić? Tylko oni. W wielu miejscach opisów biblijnych z tego okresu widzimy rosnącą w nieprawdopodobnym tempie pozycję kapłanów, proroków i religii jako takiej. Dotąd religia była rodzajem spoiwa wiążącego lud o różnym pochodzeniu i ułatwiała jego zrastanie się, teraz była czymś co decydowało o życiu codziennym mieszkańców. A nakazy bywały wyjątkowo brutalne, jak np. polecenie wygnania wszystkich żon i dzieci (!) obcego pochodzenia, które wielu Izraelitów pobrało sobie w czasie „niewoli”. Skala tej „genetycznej” lustracji była naprawdę ogromna i przeprowadzona bezwzględnie, bez oglądania się na cokolwiek. Krzywda, jaką wyrządzono w ten sposób tysiącom ludzi była ceną, jaką trzeba było zapłacić za „nowy porządek”. I tę cenę zapłacono.

Nie widzę, by powyższemu tekstowi można było coś istotnego zarzucić odnośnie analizy historycznej czy też paraleli do naszej współczesnej, polskiej sytuacji. Pragnę wszakże zaznaczyć, że nie jest to jedynie dopuszczalna, a nawet więcej; jedynie konieczna płaszczyzna rozważań. Na potwierdzenie słuszności tego poglądu pozwolę sobie przytoczyć myśl jednego z najwybitniejszych, współczesnych filozofów, Leszka Kołakowskiego ( esej „Troska o Boga w pozornie bezbożnej epoce” zawarty m.in. w tomie „Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania” ZNAK 2010):

Nie wątpia oni [przekonani ateiści] w najmniejszym stopniu w to, że nauka ostatecznie wygnała Boga ze świata, że w wyobrażeniu Boga znajdują wyraz pozostałości starych przesądów i dawnej ignorancji, psychologiczne mechanizmy obronne bądź konflikty społeczne. …. oczywiście prawdą jest, że istnienie Boga nie stanowi i nigdy nie będzie stanowić empirycznej hipotezy, którą w sposób niezawodny można by sprawdzić metodami naukowymi. Jest to trwała sytuacja, w której się znajdujemy, kwestia zasady, a nie tymczasowy niedostatek wiedzy. …. Jednakże … Odkąd sto lat temu Nietzsche ogłosił śmierć Boga, nie widuje się już radosnych ateistów. Świat, gdzie człowiek zdał się na własne siły i uznał za wolnego prawodawcę w kwestiach dobra i zła, gdzie – oswobodziwszy się wreszcie z łańcuchów Bożej niewoli – miał nadzieję odzyskać utraconą godność, ten właśnie świat przerodził się w miejsce niekończącej się troski i udręki. Nieobecność Boga stała się stale otwartą raną europejskiego ducha, choćby za sprawą sztucznych środków uśmierzających popadała w zapomnienie. Porównajmy bezbożny świat Diderota, Helvetiusa i Feuerbacha z bezbożnym światem Kafki, Camusa i Sartre'a. Załamanie się chrześcijaństwa – przez Oświecenie wyczekiwane z radością – w takiej mierze, w jakiej do niego istotnie doszło, okazało się niemal równoczesne z załamaniem się Oświecenia.

I na zakończenie, jeszcze raz Kołakowski, tym razem z eseju „Jezus ośmieszony” (ZNAK, 2014)

....Reformator religijny z małego, ciemnego plemienia,pogardzanego przez wielkich i uczonych, żyjącego na peryferiach cesarstwa rzymskiego, stał się symbolem duchowym par excellanse najpotężniejszej i najbardziej twórczej (niekoniecznie najbardziej cnotliwej) cywilizacji świata i jest ciągle, po dwóch tysiącach lat, światłem tej cywilizacji, ..... To, że Jego nauki moralne, obelżywe i niesłychane wyzwanie rzucone światu, zawładnęły tym światem - nominalnie, to prawda, ale więcej niż nominalnie - jest niepojęte. To, że ze słabych, pozbawionych ozdób rąk galilejskiego Żyda wyłonił się nowy wszechświat, jest niepojęte, jeśli próbujemy spojrzeć z perspektywy Jego epoki. … Korzeniem tej przemiany - świat chrześcijański zawsze był zgodny w tym punkcie - jest miłość. Nie przez ideę miłości, ale przez doktrynę: miłość jako fakt, jako rzeczywista energia, którą On przelał w świat i której odbiciem jest ta odrobina, jaką ludzie noszą w sobie - odbiciem słabym, niedoskonałym zmieszanym ze złem, ale zawsze żywym. … Czy [Jezus] był Bogiem? Nie mam pojęcia. Ale jeśli jakiś Boży człowiek żył kiedykolwiek na tej ziemi, to był nim On.


Cytaty trzech zacnych autorów pozwolił sobie skompilować

Wojciech Więckowski

Komentarze

Obrazek użytkownika jamCi

"...jest ciągle, po dwóch tysiącach lat, światłem tej cywilizacji..." - Ach, kawał z rana jak śmietana, dzięki. "... Odkąd sto lat temu Nietzsche ogłosił śmierć Boga, nie widuje się już radosnych ateistów." - Co za brednia, fuj, cytat, fuj.

Dodaj komentarz