Zaloguj   |  Zarejestruj

Z ŻYCIA KOŚCIOŁA 11

.

Zbliża się Dzień Kobiet (być może, w chwili, gdy będziecie czytać ten tekst, już minie), pomyślałem więc sobie, że nie od rzeczy będzie napisać coś o kobiecie.

No i żeby była to kobieta jakoś pasująca do rubryki „Z życia Kościoła” - ale o tem potem. Na razie nie pasuje – Urodziła się w roku1897 w Nowym Jorku w rodzinie ateistycznej, choć formalnie protestanckiej (episkopalnej). Jej pierwsze zetknięcie z religią to wizyty w Kościele Metodystów, do którego dziewczątkiem będąc, chadzała z sąsiadką. Pokochała wówczas śpiew hymnów oraz atmosferę liturgii i modlitwy. Ale – póki co – pozostaje to w sferze estetyki a nie duchowości. Dorastając, nałogowo pochłania książki. Jej socjalną wrażliwość kształtuje Jack London. Dostojewski i Tołstoj wyrabiają jej zmysł religijno- społeczny. W wieku 18 lat zapisuje się do Partii Socjalistycznej. Podczas studiów rozrzutne kupowanie książek pochłania całe uniwersyteckie stypendium. Zaczyna więc zarabiać imając się różnych zajęć, w tym pisania do prasy socjalistycznej artykułów, które dziś nazwalibyśmy interwencyjnymi. Wkrótce pisanie staje się jej źródłem utrzymania oraz sposobem na życie. Opisuje życie ulicy a potem pracownicze pikiety i strajki. Pisze również pretensjonalne powieści. Prawa do jednej z nich udaje jej się sprzedać filmowcom. I choć film nigdy nie powstanie, za honorarium kupuje sobie miejsce na ziemi – bungalow przy nowojorskiej plaży. Jej środowisko to nowojorska bohema i anarchiści. Gdy w 1917 roku USA przystępują do wojny, chodzi z nimi na pacyfistyczne demonstracje skutkiem czego ląduje w areszcie. Oburzona postawionym jej publicznie zarzutem, że łatwiej jest protestować niż pracować dla innych, podejmuje pracę w szpitalu..Tam poznaje swego pierwszego kochanka, futbolistę / adwokata i zachodzi w ciążę, której - pod jego naciskiem - się pozbywa. Mimo to, ten „puszcza ją kantem”. Rozgoryczona, wychodzi za mąż za bogatego wydawcę, ale po roku się rozwodzi. Ma 27 lat, jest świadoma swoich zalet i urody. Ale ma też za sobą nieudany związek, aborcję, różne przypadkowe relacje i dwie próby samobójcze, o których – choć teraz się to przypomina – nigdy nie będzie mówić.

Tymczasem coraz częstszym gościem w jej domku na plaży jest Forster Batterham. Ich związek do końca życia będzie nazywać „małżeństwem według prawa zwyczajowego” . Wkrótce zauważa, że jest w ciąży. Zakochana, szczęśliwa i brzemienna coraz częściej modli się spontanicznie podczas spacerów. Już rodząc córkę nabiera pewności, że Tamar zostanie ochrzczona w Kościele katolickim. Rozważa również własną konwersję. To jednak będzie oznaczało koniec związku z Forsterem, który był zagorzałym przeciwnikiem religii. Po latach napisze: ”Stałam przed przed prostym pytaniem, czy wybieram Boga, czy mężczyznę”. Nie zerwą ze sobą ani łatwo, ani od razu. Zmaganie trwało wiele lat. On wraca, odwiedza ją i dziecko, zostaje na noc. Ona opisuje w listach, jak tęskni i bardzo go pragnie, ale prosi, aby już nie przychodził.

Gdy 8 grudnia 1932 roku kryzys ekonomiczny wypchnął zrujnowanych, zdesperowanych ludzi na ulice Waszyngtonu, Dorothy Day w reportażu na łamach katolickiego magazyny pyta:
„..Gdzie są katoliccy przywódcy? Czemu nie zawracają się do robotników?”. W waszyngtońskim kościele modli się, by Bóg otworzył jej możliwość wykorzystania talentu dla ulżenia doli ubogich.. Gdy po ośmiu godzinach powrotu autobusem wejdzie do swego nowojorskiego mieszkania, będzie na nią czekał Peter Maurin – francuski wieśniak, samozwańczy misjonarz i teoretyk katolickiej rewolucji. Na jego wizję składają się uczynki miłosierdzia, gościnne domy i ...gazeta robotnicza. To gazeta najbardziej wciąga Dorothy. Słynny wkrótce miesięcznik „Pracownik katolicki” zaczynają wydawać w jej mieszkaniu. Pierwszy numer w nakładzie 2,5 tys egzemplarzy (po 10 centów sztuka – taniej się nie da) w maju '33 r. sami kolportują na ulicach. Na koniec roku nakład sięga 100 tysięcy. Dołączają inni. Wynajmują dom a potem kolejne mieszkania. Przygarniają bezdomnych. Po zupę w latach kryzysu ustawiało się u nich kilkaset osób dziennie. Studenci pomagają w ich domach latem, potem zakładają własne domy. Powstają farmy, ale jest bardzo biednie, czasem chodzą głodni. Gdy jakaś pobożna katoliczka dopytuje, czy ma mistyczne wizje, Dorothy odpowiada, że ma wyłącznie wizje niezapłaconych rachunków. Gdy znajomy ksiądz poprosi by opisała, jak do nawrócenia skłoniło ją poznanie katolickiej nauki społecznej odpowie, iż nie ma pojęcia, że coś takiego istnieje. Swoją drogę streściła: ”Msza zadowolonych z siebie, burżuazyjnych chrześcijan zaprzeczających Chrystusowi w jego ubogich sprawiła, że zwróciłam się do komunizmu, a komuniści i praca z nimi sprawiły, że zwróciłam się do Boga”. A tym, którzy powód jej nawrócenia widzieli w żalu za aborcję odpowiadała: „Znalazłam Go w radości i dziękczynieniu, nie w smutku. Znalazłam Go w ubogich, a w chwili radości zwróciłam się ku niemu”.

W 2000 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny Dorothy Day. Ale lekko nie będzie. Kłuje sumienia jej sformułowanie „prawdziwymi ateistami są ci, którzy w ubogim nie widzą Chrystusa”. Dokucza spostrzeżenie „Kiedy karmisz głodnych nazywają cię świętym. Kiedy pytasz, dlaczego głodni nie mają co jeść, nazywają cię komunistą”. No i kto to widział, aby święte pisały do swoich niesakramentalnych mężów o tęsknocie i pożądaniu?

Kiedy zdarzy mi się wyjść z kościoła przed ogłoszeniami parafialnymi i widzę siedzących pod kościelnym murem gimnazjalistów oczekujących na podpisanie indeksu, to mam smutne przekonanie, że dyscyplina wsparta powagą kościelnego urzędu nie zapobiegnie ich pożegnaniu z Kościołem zaraz po otrzymaniu Bierzmowania. Kiedy czytam o Dorothy Day (oraz innych „lewakach”), którzy zrozumieli, że najlepszym lekarstwem na ludzkie biedy jest miłość stosowana według recepty Jezusa, uświadamiam sobie moc Ewangelii. I przestaję mieć jakiekolwiek wątpliwości co do kierunku obranego przez papieża Franciszka.

Korzystałem (obficie) z:
-Zuzanna Radzik - „Nieświęta święta”, Tyg. Pow. 51, 52/2016
-http://www.newsweek.pl/styl-zycia/dorothy-day
-http://gosc.pl/doc/2723363.Kim-jest-feministka-na-ktora-powolal-sie-papież

Wojciech Więckowski

Dodaj komentarz