Z ŻYCIA KOŚCIOŁA 1

Oceń wpis:: 
Jeszcze nikt nie glosował

.

Odczuwam niejaką dysproporcję pomiędzy obfitością, różnorodnością i ważnością zdarzeń dziejących się w Kościele Rzymskokatolickim a zakłopotaną oszczędnością rozmowy na ich temat w Polsce. Ponieważ każdy powinien służyć Panu Bogu talentem, którym On go obdarzył, spróbuję skorzystać ze swojego pióra w niniejszej rubryce.

Wydarzeniem niezwykłym – nawet na tle pontyfikatu św. Jana Pawła, że nie wspomnę o czasach przedsoborowych – jest sam pontyfikat papieża Franciszka. W zwyczajnych, wygodnych buciskach, pozbywszy się czerwonej pelerynki, żyjąc, śpiąc i jadając na wzór Jezusa wśród swych braci, zdecydowanie prowadzi On Kościół w kierunku jezusowego stylu życia i Jego fundamentalnego przesłania, jakim jest miłowanie innych ludzi. Miłowanie realne i konkretne, nie zaś deklaratywne czy przekombinowane teologicznie (przykładem takiego przekombinowania było kiedyś palenie heretyków na stosie uzasadniane troską o to, by biedni bliźni, oczyszczeni w ogniu stosu ze swych błędów, mieli szansę na uniknięcie ognia piekielnego).

Po – będącej wciąż w trakcie realizacji – reformie Kurii Rzymskiej, kolejnym wielkim wydarzeniem jest zakończony właśnie Synod na temat rodziny. Poprzedziły go dwa „wydarzenia wstępne”, niespotykane we współczesnej praktyce Kościoła. Na wiele miesięcy przed ubiegłoroczną, pierwszą częścią synodu papież Franciszek rozpisał w kościele powszechnym ankietę mającą wskazać, z jakimi problemami boryka się współczesna rodzina. Co istotne a niezwykłe, głównym adresatem ankiety nie byli duchowni, ale lud boży który tymi problemami żyje na co dzień. Drugim wielkim novum była ( i jest nadal) głęboko kontrowersyjna debata na synodalne tematy toczona w kręgach najwyższej hierarchii przy „podniesionej kurtynie” i szeroko relacjonowana przez media( „To najlepszy i najbardziej otwarty synod, jaki przeżyłem – mówił kard. Schonbron, weteran tego typu wydarzeń – na innych synodach, gdy się nie zgadzałeś z główną linią, byłeś uciszany. Teraz można mówić wszystko”). Spór toczony jest pomiędzy „konserwatystami”upatrującymi przyczyn upadku wiary w diabelskich knowaniach ( w swoim wystąpieniu pracujący w Kazachstanie Polak – abp.Tomasz Peta mówił o „swądzie szatana, dającym się wyczuć w niektórych głosach na Synodzie”), przestrzegającymi przed naruszaniem tradycji i upominającymi, iż doktryna Kościoła jest nienaruszalna a „progresistami” którzy uważają, że Kościołowi nie wolno zamykać się w samouwielbieniu wybrańców bożych, gdyż jego misją jest świadczenie umęczonym bezbożnością ludziom o bożej miłości. Tak więc jedni uważają, że jest źle, bo ludzie nie chcą słuchać Kościoła, zaś drudzy podkreślają, że nie jest dobrze, bo sposób głoszenia wiary kojarzy ją z katalogiem nakazów i zakazów, nie zaś z osobistą znajomością z Jezusem, który proponuje skuteczny sposób na szczęśliwe życie.

Na krótko przed druga częścią , papież Franciszek przeprowadził „lekcję poglądową” pokazującą co to jest i do czego służy Synod ( z greckiego – wspólna droga), który jest ciałem doradczym. Nie zmieniając nauczania Kościoła – dyskusja na ten temat na Synodzie się nie zakończyła , odpowiedział na postulat wielu ojców synodalnych i radykalnie uprościł procedury wymagane do stwierdzenia nieważności małżeństwa.

Używanie w polskiej debacie określeń jak „rozwód kościelny” czy „ unieważnienie małżeństwa” wskazuje na dość powszechne niezrozumienie tego tematu, zamierzam przeto przekazać obszerniejszą relację na ten temat w następnych numerach „RE”.

Na zakończenie ( 25 października) ojcowie synodalni, ( wbrew obawom licznych obserwatorów, czy się to uda), wymaganą większością 2/3 głosów przyjęli dokument końcowy(Relatio Synodi), który był głosowany punkt po punkcie. Pouczający jest proces, który do tego doprowadził, a który najwyraźniej zauważono w grupie niemieckojęzycznej . Spotkali się w niej między innymi: z jednej strony prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Muller, który w ubiegłym roku kilkakrotnie sprzeciwiał się większe otwartości w kwestii komunii dla rozwodników, z drugiej zaś „progresiści” - kardynałowie Kasper, Schonbron i Marx. Zespół ten , podobnie jak dwanaście pozostałych, obradował przez trzy tygodnie po 40 godzin, czyli było dość czasu na wyczerpującą,spokojną rozmowę w czasie której, odłożywszy na bok problem komunii dla rozwodników, na najwyższym poziomie teologicznym rozważano odpowiedź na historyczno - teologiczne pytanie:czy doktryna Kościoła podlega ewolucji? Argumenty użyte w tej debacie są na tyle ważne i ciekawe, że zamierzam je zrelacjonować w następnych numerach „RE”. Rozważono je na tyle rzetelnie, że sprawozdanie końcowe tej grupy przyjęto jednomyślnie. Analogicznie kard. Erdo, który przed synodem wyrażał podobne do Mullera stanowisko, jako relator końcowego dokumentu Synodu , wraz z dziewięcioma pozostałymi członkami komisji, w pełni zgadzał się z jego tekstem.
„Synod pokazał, że Ewangelia to nie kamień do rzucania w grzeszników, ale dobra nowina”, tak podsumował najważniejsze wydarzenie kościelne ostatnich lat papież Franciszek.

Relacje zebrał, skompilował
i gdzieniegdzie komentarzem opatrzył
Wojciech Więckowski

Dodaj komentarz