Zaloguj   |  Zarejestruj

SZPOBYLCE (2)

szopobylec_w_cylindrze

.

Podczas wyprawy na Zaszopie wstąpiłem do Szopy. Foch mi już minął, choć był, jasna rzecz, forever. Pomyślałem więc, że podrapię Szopobylcowi W Trampku kozy swędzące w nosie. Bo on taki sam i w ogóle. Niestety jemu foch nie minął, poza tym kozy sprzedał, kupił muchy i zasiedlił pustostany po kozach. Więc teges, nie pogadaliśmy.

Zasiedziałem się podziwiając starannie dobrane miny Szopobylca i za późno już było ruszać w dalszą zaplanowaną podróż. Nudząc się srodze przeszukałem szopiaste zarośla i wynalazłem porzucone dłuta. Po długich, pełnych zadumy kilkusekundowych, jakżeż bezowocnych rozmyślaniach o poprzednim właścicielu narzędzi hapłem przypadkiem stojący obok kloc drewna i pchany czysto altruistyczą potrzebą robienia innym w poprzek, rzuciłem się do haratania rzeczonego a przypadkowego.

Gdzieś około tysięcznego lub dwutysięcznego uderzenia siekiery i gorąca popadłem w majaki senne. Śniły mi się Szopobylce plujące siarczyście muchami, zakrwawione dłuta tępe jak drewniany nóż do masła i kozy skaczące po wielkim klocu, chyba niekoniecznie drewnianym. Przyśniło mi się też imię nowego rzeźbotwora - Szopobylec W Cylindrze. Nie przerywając chrapania strzeliłem focha tym głupotom.

.

.

Dodaj komentarz